Latający Holender

Kategoria artykułu: Blog

Latający Holender to nic innego, jak statek widmo, który według legendy przynosi nieszczęście, a ujrzenie go grozi śmiercią. Czy aby na pewno? Poznajmy tę niezwykłą opowieść!

Legenda głosi, że…

…pewnego razu w XVII  wieku, statek, którego kapitanem był prawdziwy wilk morski, Hendrik Van der Decken, żeglował z Amsterdamu do Batawii, gdzie obecnie leży Dżakarta. Ogólnie rzecz biorąc rejs przebiegał bardzo spokojnie. Dopiero w okolicach Przylądka Dobrej Nadziei rozpętał się gwałtowny sztorm, na tyle silny, że dalsza żegluga nie miała sensu. Marynarze błagali, by zatrzymać żaglowiec, jednak nieustraszony Van der Decken zawziął się mocno, że dopłynie do Zatoki Stołowej, rzucając przy tym wiele obelg. Był na tyle zdeterminowany i nieugięty, że nie dał się nawet przekonać tajemniczemu przybyszowi, który nagle pojawił się na ich pokładzie. Nie wiadomo było, czy to sam Bóg, czy może anioł? Van der Decken zdawał się jednak nie przejmować zjawą i wystrzelił do niej z pistoletu. Za karę niebiański przybysz zakomunikował groźnym tonem, że kapitan z całą załogą oraz ich żaglowiec już nigdy nie zaznają spokoju, a ich wieczna żegluga przyniesie nieszczęście wszystkim, którzy ujrzą statek. Od tej pory, „Latający Holender” żeglował nawet po śmierci marynarzy, na czele z nieśmiertelnym kapitanem oraz z załogą ruchomych szkieletów.

A może jednak było tak?

Istnieje również alternatywna wersja legendy, głosząca, że żaglowiec był tak naprawdę statkiem pirackim, który miał na swoim koncie wiele strasznych zbrodni, takich jak tortury jeńców oraz gwałty na kobietach. To właśnie za te nikczemne zbrodnie załoga miała zostać ukarana i podobnie, jak w poprzedniej wersji tułać się bez końca bo bezkresnych wodach, przynosząc innym nieszczęście. Legendę rozszerzono nieco po II wojnie światowej, kiedy to zamiast „Latającego Holendra” statkiem widmo miał się stać niemiecki krążownik „Essen”, który zatapiał również statki państw neutralnych. „Latającego Holendra” mieli wówczas uznać za zamaskowany statek aliantów, dlatego wydano rozkaz odpalenia w jego stronę torped. Ostrzelanie żaglowca miało wreszcie przynieść mu wyzwolenie, ponieważ legenda głosiła również, że statek będzie tułał się tak długo, aż napotka na swojej drodze okręt, który dokonał jeszcze większych zbrodni. Od tej pory tajemniczym statkiem widmo miał być właśnie „Essen”, który w rzeczywistości nigdy nie istniał w niemieckiej marynarce wojennej.

Jawa czy sen?

Oczywiście opowiedziane wyżej historie traktowane są jako ciekawe fikcyjne opowieści, na podstawie których można tworzyć różne dzieła sztuki. Najciekawsze jest jednak to, że wielu zdrowych psychicznie ludzi donosiło, że widziało właśnie taki statek, przede wszystkich w okolicach Przylądka Dobrej Nadziei, w XIX i XX wieku. I choć świadkowie konsekwentnie zapewniają, że widzieli siedemnastowieczny statek, który znacznie różnił się od innych, ówczesnych wówczas okrętów, to jednak naukowcy twierdzą, że widziano zapewne miraże prawdziwych statków, płynących w oddali.

Latający Holender inspiracją dla twórców

Legenda o Latającym Holendrze stała się inspiracją dla wielu artystów. Np. Ryszard Wagner na jej podstawie napisał w 1843 roku słynną operę pt. „Latający Holender”. O tej fascynującej historii możemy także przeczytać w powieści Fredericka Marryata pt. „Okręt widmo”. Wątek nawiązujący do legendy pojawił się także w „Piratach z Karaibów” i wielu innych filmach, utworach, obrazach, a nawet komiksach.

Mobile Sliding Menu